Piszę
Tweetuję
Słucham

Blog > Komentarze do wpisu

Pasowanie na żaka

Przysposobienie biblioteczne w instytucie, koledżu i na wydziale, szkolenie informatyczne w tych samych miejscach. Konta, hasła, protokoły… Poza wiedzą ta wspaniała uczelnia obciąża swoich studentów taką masą papierów z instrukcjami, opisami procedur i procesów, że nawet Harry Potter by się pogubił, a co dopiero dziennikarze.

Co z tego, że byli na wojnach, robili wywiady z prezesami i noblistami, opisywali trendy rynkowe, zabójstwa premierów i korupcję? I tak po godzinnym szkoleniu w Bodleian Library nie byli w stanie połapać się, jak działa tutejszy system zamawiania książek. - Ty, o co chodzi z tym Swindon? Kompletnie nie rozumiem, skąd się ono nagle wzięło i dlaczego książki jadą aż stamtąd - wyznał kolega z Włoch podczas piątkowego piwa. Swindon leży 30 mil od Oksfordu, w hrabstwie Wiltshire. Od dwóch lat Bodleian Library trzyma tam sporą część swego księgozbioru, o czym Anna, prowadząca w tej szacownej instytucji szkolenia dla studentów, zapomniała powiedzieć. - Weźcie pod uwagę, że czasem na książki ze Swindon czeka się 3-4 dni - zaznaczyła jedynie. Bodleian działa od 1602 r. i dodaje do swojej kolekcji tysiąc nowych pozycji dziennie, więc nie mogła nie zderzyć się z problemem braku miejsca. Rozrastała się i przejmowała okoliczne budynki, ale kiedyś to musiało się skończyć. Do magazynu w Swindon, który kosztował 26 mln funtów, przeniesiono - według dziennika "Guardian" - ponad 8 mln najrzadziej zamawianych tomów. To ciekawe, że taki gigant nie rozdaje pierwszakom nawet mapki z oznaczeniem wejść i działów, których trochę ma. 

Ze szkolenia informatycznego nie udało się wiele wynieść. Chris, spec z wydziałowego IT, przechadzał się dzielnie między dziennikarzami próbującymi aktywować swoje konta w systemie i od czasu do czasu udzielał jednej i tej samej cennej wskazówki: "Zrestartuj swój laptop". Ku mojemu zaskoczeniu działała w 90 proc. przypadków. Gdy jednak i to zawodziło, padała druga: "Zadzwoń do uniwersyteckiego centrum pomocy, na wydziale się tym nie zajmujemy". Usłyszałem to, gdy okazało się, że uniwersytet nie ma jeszcze oprogramowania szyfrującego (tak, tak, połączenie prywatnego komputera z uczelnianą siecią musi być szyfrowane) dla mojej wersji systemu operacyjnego. Bez niego nie mógłbym wejść do systemu, czyli nie mógłbym zamawiać książek w bibliotece, co jeszcze jakoś dałoby się przeżyć. Gorzej, że nie mógłbym zamówić także obiadów w koledżu. Na całe szczęście Oksford, podobnie jak większość szanujących się europejskich uczelni, należy do konfederacji eduroam, do której należy także moja Alma Mater - UW. W efekcie wszystkie moje urządzenia same podłączyły się do sieci już pierwszego dnia. 

Trochę wprowadzeń, aktywacji oraz aktywacji do aktywacji wciąż mam przed sobą. - Zanim człowiek wyrobi sobie wszystkie hasła, uprawnienia i karty, już musi się stąd zabierać - stwierdziła ze śmiechem Kate z administracji Instytutu.

niedziela, 13 stycznia 2013, vadim.makarenko

Polecane wpisy