Piszę
Tweetuję
Słucham

Blog > Komentarze do wpisu

Jaki chcesz być - wydajny czy pomysłowy?

„Jestem kimś w rodzaju współczesnego mnicha. Mamy z żoną kolekcję domków na odludziu i trzymamy się z dala od wszystkiego. Nie chodzimy na przyjęcia. Nie chodzimy na koktajle. Nie chodzimy do kin. Nie oglądamy telewizji. Nie zużywam mojej energii na innych ludzi. Jedynie pracuję i czytam. Mieszkam ze samym sobą i białą kartką. Jasne, przez dłuższą część roku muszę podróżować, rozmawiać z dziennikarzami, inżynierami i robić inne tego typu rzeczy i to jest najgorsze. Jednak od 15 czerwca do 15 września żyję jak pustelnik, zamknięty w jednym z moich domków i pracując od godz. 8:00 rano do godz. 8 wieczorem albo tworząc mój własny biorytm: trzy godziny pracy, 45 minut snu, trzy godziny pracy i tak przez dobę, bez jedzenia. To trochę chore, ale jestem niczym Faust. Podpisałem pakt z diabłem i sprzedałem moje życie w zamian za kreatywność”.

źródło: Wikipedia

Venus, jacht zaprojektowany przez Philippe'a Starcka dla Steve'a Jobsa (fot. z Wikipedii)

Kreatywność? Brzmi jak kierat. 19 godzin pracy, pięć godzin snu, zero jedzenia. Wielu współczesnych szczurów biurowych narzekających na nieludzki wyzysk w korporacjach miałoby problem z utrzymaniem takiego tempa. To prawda, pracujemy w gwarnych otwartych przestrzeniach, pod akompaniament dzwoniących telefonów i pikających komputerów, odbierających nieskończony potok maili i wypluwających kolejne elektroniczne przypomnienia o spotkaniach i terminach. Ale czy odcinając się od świata potrafimy być naprawdę wydajni? Rzadko. A Philippe Starck, znany na cały świat projektant, potrafi. „Wracam do domu i pracuję w samotności mojej sypialni, nagi, robiąc projekt na nowo” - opowiada w wywiadzie dla magazynu „Harvard Business Review”.

Ani słowa o natchnieniu, inspiracji, szukaniu weny. Jakbym słyszał amerykańskiego malarza Chucka Close’a: „Natchnienie jest dla amatorów, reszta po prostu przychodzi do pracy i bierze się do roboty”.

Dzień pracy Starcka, który projektuje wszystko - poczynając od hoteli i klubów na meblach i termostatach kończąc - wygląda na nieludzki. Widać w tym jednak wyraźną próbę wytworzenia rutyny. „Trzymaj się rutyny, twoje ciało się do niej dopasuje” - radzi Etienne Garbugli, spec od marketingu i autor popularnej prezentacji pt. „26 sztuczek w zarządzaniu czasem, które żałuję, że nie znałem, gdy miałem 20 lat”. Pod koniec marca zeszłego roku umieścił ją w serwisie SlideShare, najnowszym konkurencie firm doradczych. Od tamtego czasu została obejrzana ponad 1,2 mln razy. Cóż, wszyscy chcemy być wydajni i traktować swój czas tak, jakby był wart 1000 dolarów za godzinę. A rutyna pomaga skoncentrować się i ćwiczyć mięśnie - nie tylko bicepsy, ale też te, w mózgu. Michael Phelps ćwiczy sześć dni w tygodniu po sześć godzin dziennie i trzyma się tego nawet w święta i rodzinne rocznice. Dzień zawodów też zawsze układa tak samo.

Zatem rutyna sprzyja koncentracji i wydajności, ale czy kreatywności? Oto jest pytanie, ale opis dnia Philippe’a Starcka nie daje na nie jasnej odpowiedzi. Z kolei Michael Michalko, autor książki „Thinkertoys” twierdzi, że nie, a ludzi którzy dążą do uporządkowania siebie i otoczenia przy pomocy rutyny określa mianem „książąt przyzwyczajeń”. Brzmi lepiej niż „niewolnik przyzwyczajeń”, ale sedno się nie zmienia. „Ponieważ wszystko w ich życiu jest złożone w kostkę, oznaczone i poukładane w schludnych małych pudełkach książęta przyzwyczajeń słabo rozwiązują problemy” - twierdzi Michalko, emerytowany wojskowy. Stworzył kiedyś zespół speców od wywiadu i naukowców z różnych krajów, który zajął się gromadzeniem technik twórczego myślenia. Jego radom przysłuchuje się nie tylko CIA, ale i takie firmy, jak Kellogg's, GE, Microsoft czy Wal-Mart. W swojej książce radzi czytelnikom łamać rutynę krok po kroku, zmieniając godziny snu, pracy, ulubione gazety i restauracje, okresy urlopowe, a nawet uprawiane sporty. Wszystko po to, żeby być kreatywnym. Bez zawierania paktu z diabłem.

Wygląda na to, że nie można mieć wszystkiego: jesteśmy kreatywni albo wydajni. Co wybrać? Poszedłem z tym pytaniem do mojego szefa, który podrapał się w głowę i szybko odpowiedział: - Myślę, że to fałszywy wybór. Można mieć jedno i drugie.

Tak myślałem. - Psychoanalityk poradziłby pewnie zdecydować, co jest ważniejsze w danej sytuacji, żeby nie narażać się na nadmierny stres - odparłem.

- Bo psychoanalitykowi to ty płaciłbyś za godzinę. A w tym pokoju płacę ja - wyjaśnił tą pozorną sprzeczność szef.

środa, 22 stycznia 2014, vadim.makarenko

Polecane wpisy

Komentarze
2014/01/26 19:33:09
w niektórych korporacjach patrzy się na jedno i drugie, trzeba być super wydajnym a do tego kreatywnym pracownikiem. Najlepiej jakbyś wymyślał z 2 pomysły innowacyjne w miesiącu i je jeszcze wdrożył :) masakra jakaś się zaczyna robić :(
-
2014/02/20 09:44:01
najlepiej byłoby, gdybyśmy wszyscy byli robotami i pracowali za trzech:( ehhh...
na co dzień jestem architektem, więc kreatywność jest jedną z moich główniejszych cech, jednakże nawet najlepszy z architektów wnętrz nie jest w stanie nieustannie maksymalnie zaskakiwać! Czasem bardziej się liczy ilość perfekcyjnie wykonanych projektów niż widok zaskoczonej twarzy klienta.
Pozdrawiam!