Piszę
Tweetuję
Słucham

Blog > Komentarze do wpisu

Słodko-gorzki cyfrowy sukces brytyjskiego tabloidu

Trudno wyobrazić sobie coś bardziej konserwatywnego niż „Daily Mail”.

Nie tylko dlatego, że jej szef - 65-letni Paul Dacre - jest przeciwieństwem liberała. Tęskni za starą silną Brytanią, zwalcza lejburzytsów i małżeństwa jednopłciowe. Peter Oborne, były komentator tego dziennika twierdzi, że Dacre „formułuje marzenia, obawy i nadzieje niepewnych społecznie przedstawicieli podmiejskiej klasy średniej”.

„Daily Mail” jest bardzo konserwatywny biznesem, typowym przedstawicielem kultury Fleet Street. Fleet Street - to ulica w Londynie niegdyś słynna z tego, że mieściły się tam redakcje brytyjskich gazet. Dziś gazety zubożały i rozjechały się do tańszych dzielnic, a sformułowanie „kultura Fleet Street” brzmi w ustach brytyjskich dziennikarzy pogardliwie i w zasadzie kojarzy się wyłącznie z tabloidami. Przed oczyma od razu staje Harry Hardnose, postać z komiksu „Jeżeli” publikowanego w lewicowym „Guardianie”. Hardnose jest wiecznie pijanym pismakiem o prawicowych sympatiach. Jak to pismak, żyje z zaczerniania gazetowych stron.

Jednak to właśnie „Daily Mail”, ten tabloid środka (coś pomiędzy brukowym „Sun” rozpisującym się o szczurach-kanibalach na statkach-widmach i szacownym „Daily Telegraph”, który pięć lat temu ujawnił koszty biur brytyjskich parlametarzystów) jako jedna z pierwszych gazet na Wyspach Brytyjskich przechodzi udaną cyfrową przemianę. W ostatnim kwartale zeszłego roku wydawnictwo Daily Mail & General Trust (DMGT) zanotowało przychody w wysokości 472 mln funtów. W tym 14 mln mln funtów pochodziło z reklamy na stronie internetowej Mail Online. Niewiele, ale z drugiej strony o połowę więcej niż w ostatnim kwartale 2012 r. „Harry Hardnose jest już cyfrowy. Naciągnął dres i w przerwach na obiad ćwiczy jogę zamiast upijać się w winiarni El Vino’s” - szydzi Jonathan Guthrie, felietonista „Financial Times”.

Cóż, można się śmiać, ale to, co zarobiła na internetowej reklamie Mail Online z nawiązką pokryło spadek wpływów reklamowych w papierowych wydaniach „Daily Mail” oraz „Mail on Sunday”, który wyniósł 1 mln funtów.

Ci, którzy nie znają tytułów DMGT mogą pomyśleć, że Mail Online jest internetową wersją papierowego dziennika. Nie jest. Doniesienia o zawieszonym w prawach ucznia sześciolatku za to, że wyciągnął z pudełka śniadaniowego w szkole paczkę serowych ciasteczek przeplatają się tam ze zdjęciami gwiazd seriali i wokalistek girls-bandów, które tracą wagę albo zakładają niestosowne stroje na imprezy i koncerty. Zdjęcia celebrytów mieszczą się w pasku po lewej stronie pt. „Nie przegap”, który jest najpopularniejszą częścią serwisu. Nie brakuje też galerii ze zdjęciami pijanych obywateli leżących na ulicach w Sylwestra albo filmików z kamer przemysłowych, na których można obejrzeć bójki pod pubami.

Aplikacja Mail Online na iPadzie

W czasach, gdy wydawcy zamykają swoje witryny i zaczynają pobierać opłaty od czytelników za treści, Mail Online stawia na reklamy. Serwisowi udaje się na nich zarabiać, bo potrafi przyciągnąć imponujące audytoria. W 2012 r. stał się najpopularniejszą witryną gazetową na świecie wyprzedzając amerykański „New York Times” i od tamtego czasu bije kolejne rekordy: w listopadzie zeszłego roku przyciągnął 168 mln unikalnych użytkowników i połowa z nich pochodzi z... USA.

168 mln użytkowników i 14 mln funtów. Sukces internetowego ramienia DMGT pokazuje kilka rzeczy:

1) Reklama internetowa jest wyjątkowo trudnym biznesem.

2) Gazetom trudno zarobić na reklamie online na krajowym rynku.

3) Reklamodawcy nie cenią obleśnych tabloidowych treści.

środa, 05 lutego 2014, vadim.makarenko

Polecane wpisy

Komentarze
2014/02/05 22:00:03
Ciekawe,nie przypuszczałem że odnieśli aż taki sukces no no...oczywiście jest to pieniądz zbierany po dnie:-) Jeśli bardziej ambitne tytuły,nie bardzo są w stanie zebrać wystarczających środków poprzez płatne internetowe treści,to co jest trzecim wyjściem dla tradycyjnych gazetowych mediów?
-
2014/02/06 07:27:16
Można łączyć oba sposoby zarabiania (i wydawcy to robią). Można szukać innych źródeł przychodów, np. organizując konferencje i wydając periodyki branżowe (wydawca "Daily Mail" dobrze na tym zarabia). Najlepiej jest jednak zarabiać na swoim głównym produkcie, czyli na czymś, co się umie robić i robi się na co dzień.
-
2014/02/06 10:31:08
W sumie,racja,jeśli już coś robisz to rób to konsekwentnie i profesjonalnie("Daily Mail")
Dziękuję za przypomnienie o periodykach oraz konferencjach,w istocie,jest na to zapotrzebowanie,i warto podejmować wysiłek w tym kierunku.
Gratuluję świetnego blogu:-)
-
2014/02/24 23:00:14
Internet to przyszłość prasy, nic dziwnego, że wielkie wydawnictwa posiadają już własne strony. Oj a już tym chętniej czytane są bulwarówki. To tak jak z faktem, niby nikt tego nie czyta, nie kupuje, ale dziwnym trafem jeden i ten sam artykuł kojarzy pół osiedla
-
2014/04/02 10:47:36
To prawda z tym faktem, a niby nikt tego nie kupuje i nie czyta. Dziwne.