Piszę
Tweetuję
Słucham

Blog > Komentarze do wpisu

Kulisy "Pulsu maratończyka". Jak hartował się stop danych z wideo

PMPZUczolowka

10 marca 2015 r. przyszedł do mnie Bartek Chyż, dziennikarz działu BIQdata i ojciec chrzestny projektu "Puls maratończyka. Historia trzech biegów". Miał pomysł: śledzenie zawodnika biegnącego w maratonie za pomocą inteligentnego zegarka. - On będzie biegł, a my zbierzemy dane, a potem dzięki nim pokażemy maraton inaczej niż wszyscy - zaproponował. Słuchałem go, a przed oczami miałem to.

I pomyślałem sobie, że to byłoby coś. Po lekkim zmodyfikowaniu pomysłu, czyli dodaniu do niego dwóch innych zawodników na różnych poziomach i wideo, spotkałem się na kawie z Maćkiem Piwowarczukiem, szefem działu wideo „Gazety Wyborczej”. Zapalił się natychmiast bez względu na to (a może właśnie dlatego), że już na pierwszy rzut oka widać było, że realizacja będzie skomplikowanym i kosztownym zajęciem. Jednak trzeba było czekać do jesieni, na 37. PZU Maraton Warszawski.

Czas mijał, w sieci pojawiały się inne pomysły na opowiadanie historii za pomocą inteligentnych zegarków i choć żaden z nich nie dorównywał materiałom „New York Timesa”, były na swój sposób inspirujące. Pewna pani na Wyspach Brytyjskich opublikowała zapis statystyk swego aktu miłosnego (ekshibicjonizm #levelpro). A pewien pan podzielił się ze światem statystykami swoich sesji masturbacyjnych (gdyby ktoś myślał, że poprzedni rekord jest nie do pobicia)

Oglądając te wykresy, nabieraliśmy coraz większej chęci na maraton. I w końcu, pewnego słonecznego dnia, trzy tygodnie przed maratonem, dostaliśmy wiadomość, że PZU zgodziło się zostać partnerem materiału.

W dniu M, czyli 27 września, na trasie biegu stały cztery ekipy zdjęciowe Działu Wideo "Gazety Wyborczej" i ekipa obsługująca drona. Nieopodal Stadionu Narodowego, w kawiarni Temat Rzeka", czekał Bartek Goławski z Polska Biega, który od samego początku wspierał nasz pomysł. To on pomógł nam wybrać, kupić i skonfigurować zegarki dla zawodników. To on biegał z takim zegarkiem maratonowe symulacje i zrzucał na bieżąco dane do działu BIQdata, żebyśmy mogli się pobawić analizą i wizualizacją. To on wytłumaczył nam te wszystkie trudne pojęcia, jak np. "negative split", "oscylacja pionowa" czy "tętno progowe". A przede wszystkim to on, wraz z Natalią Jędrzejczyk z Polska Biega, przeprowadził dla nas casting.

Bartek zrzucał dane naszych zawodników na serwer. A szef działu wideo sam latał z mikrofonem wzdłuż trasy i na bieżąco relacjonował sytuację. To od niego, obserwując wyścig na Czerskiej, wiedzieliśmy o tym, że jednemu z biegaczy szwankuje mięsień dwugłowy, a drugiego męczy kolka. Zawodnicy i sprzęt nie zawiedli, mieliśmy wszystko, co chcieliśmy. Dzięki PZU mieliśmy genialnego eksperta - Janusza Wąsowskiego, trenera Yareda Shegumo, wicemistrza Europy w maratonie.

Łącznie nad interaktywnym reportażem pt. "Puls maratończyka. Historia trzech biegów" pracowało ok. 20 osób. Zapewne wiele rzeczy można było zrobić lepiej. I zapewne wiele rzeczy zrobimy lepiej następnym razem, bo wciąż się uczymy. Nie sposób podziękować wszystkim, którzy współtworzyli ten materiał. Dlatego po prostu zapraszam was do lektury "Pulsu maratończyka" i zwrócenia uwagi na ostatni, zwykle pomijany przez czytelników, ekran.

czwartek, 01 października 2015, vadim.makarenko

Polecane wpisy

Komentarze
2015/10/30 09:26:42
Biegłam w Maratonie :-). Ale musiałam zejść z trasy :-(. Medialnie i marketingowo świetnie przygotowana impreza.