Piszę
Tweetuję
Słucham

Blog > Komentarze do wpisu

Samotni i pogubieni

Did you threaten to overrule him?” – zapytał Jeremy Paxman ministra spraw wewnętrznych, Michaela Howarda, w maju 1997 r. Polityk kręcił, więc dziennikarz BBC zadał to pytanie 12 razy w tej samej formie. Fragment wywiadu, który zapisał się w historii dziennikarstwa można obejrzeć na YouTube. Jest niezwykły. To połączenie opanowania Paxmana i krętactw Howarda jest prawdziwym tour de force czwartej władzy. Na mnie działa hipnotycznie i nie dziwię się, że koledzy chętnie publikują to dziś w mediach społecznościowych. 

Jednak w tym filmiku nie widać kontekstu. Nie chodzi mi o to, że Paxman podobno przeciągał wywiad, bo kolejny materiał w programie „Newsnight” jeszcze nie był gotowy. I nie o to, że pozycja Howarda nie była wtedy najmocniejsza po serii ucieczek z więzień. Chodzi o to, kim był Jeremy Paxman i jego nadawca.

Dziennikarz nie był aniołkiem, jego rozmowy w „Newsnight” były uważane za zbyt agresywne. W połowie lat 90. ówczesny szef działu wiadomości, Roger Mosey kierował nawet specjalną inicjatywą pt. „Uprzejmość w prowadzeniu wywiadu”, a Paxman był jednym z problemów, który ją wywołał. BBC miała wrażenie, że jej wywiady są zbyt ostre, ludzie mogą być tym zmęczeni. (Myliła się.) To tak, jakby TVN uznał, że wywiady Moniki Olejnik są przesadzone i postanowił je nieco ucywilizować.

Jednak Paxman był jedną z ważnych twarzy brytyjskiej telewizji publicznej i gromadził solidna widownię, a BBC miała też innych wywiadujących, o bardziej łagodnym usposobieniu. W ten sposób pojmowała swoją rolę: serwować widzom informacje i publicystykę na różne sposoby.

I tu dochodzimy do tego, czym była i do dziś jest BBC. To instytucja publiczna, ona służy społeczeństwu. Służy, nie usługuje. A społeczeństwo to docenia i oprócz abonamentu daje jej określony mandat. W maju tego roku, 18 lat po wywiadzie z Howardem, ponad 85 tys. osób podpisało się pod petycją w obronie BBC przed krytyką ministra kultury. Brytyjczycy traktują swoją telewizję publiczną jak zdobycz cywilizacyjną. Tak samo, jak służbę zdrowia czy komunikację miejską. Tamtejsza klasa polityczna to wie i szanuje niepisany zwyczaj, który nakazuje nie przemeblowywać władz BBC.

Innymi słowy za Paxmanem, miażdżącym polityka powtarzanym pytaniem, stała nie tylko potężna instytucja publiczna, ale i 75 lat tradycji publicznego nadawcy. Niczym w serialu „Newsroom” za Willem McAvoyem ciągle stoi tradycja wolnych amerykańskich mediów i twarze wielkich poprzedników, Edwarda Murrowa i Waltera Cronkite’a.

TVP nie ma tego mandatu. Unikanie płacenia abonamentu i narzekanie na media publiczne są wśród obywateli w dobrym tonie. Traktowanie tych mediów w kategoriach łupu politycznego, dyskredytowanie ich i osłabianie interwencjami (nie tylko słownymi) są stałą praktyką naszej klasy politycznej. Pogarda dla TVP wśród publicystów również (przyznaję, że sam kiedyś się z nią nie kryłem).

Karolina Lewicka nie jest Jeremym Paxmanem, ona po prostu wykonywała swoją pracę, którą Richard Quest, gwiazda CNN opisał kiedyś w wywiadzie dla „Wyborczej” w prosty sposób: „No one has a right, an unfettered right just to speak out will”. Może trochę ją poniosło, ale to dlatego, że podczas rozmowy z wicepremierem w programie „Minęła 20” nie stały za nią twarze wielkich poprzedników. Nawet 25 lat polskiej demokracji, które mogłyby za nią stać, już nie są – jak się okazuje - taką bezdyskusyjną wartością. (Podobnie jak przynależność do Unii Europejskiej, której flaga została przez nową premier schowana do szafy.)

Dlatego wicepremier Piotr Gliński i cała jego formacja może posuwać się do gróźb. Dlatego prezes TVP nie znalazł w sobie siły, by poprzeć dziennikarkę i zawiesił ją. Dlatego my, widzowie, nie mamy telewizji publicznej, która nam służy. A my, dziennikarze, często nie widzimy niekwestionowanych wzorców na własnym podwórku. „No one to look up to”, jak powiedziałby Jeremy Paxman albo Will McAvoy.

środa, 25 listopada 2015, vadim.makarenko

Polecane wpisy

Komentarze
2016/05/17 10:57:08
Bardzo interesujące porównanie i niezwykle ciekawy punkt widzenia. Stwierdził Pan przykry fakt, któremu nie da się zaprzeczyć w żaden sposób, niestety. Zazwyczaj było tak, że w prawie każdym zawodzie liczą się tak zwane plecy - obecna sytuacja jednak pokazuje, że wraz z partią rządzącą zmieniają się plecy. Szkoda, że to się tak skończyło.

Pozdrawiamy serdecznie,
DamWid