Piszę
Tweetuję
Słucham

Blog > Komentarze do wpisu

Jak zespół BIQdata walczył ze smogiem

 —  Głowimy się nad takim tematem  —  powiedział kolega pochylając się do przodu.  —  Jak pokazać smog?

“Ekran wrażeniowy”, tak go nazywamy

8 grudnia 2016 r. w Google Campus Warsaw na ul. Ząbkowskiej przedstawiciele funduszu Google DNI opowiadali o tym, jak rozwija się program i co się udało dotąd zrobić jego uczestnikom. Kilka firm pokazało, jak pracuje nad swoimi pomysłami i w końcu każdy chwalił się czym miał, niekoniecznie ze sceny.

Ze smogiem mierzył się TVN24, który produkuje coraz więcej ciekawych interaktywnych materiałów. Ich serwis wyborczy w 2015 r. zrobił na mnie wrażenie. W zeszłym roku podziwiałem ich zespół za odważną aplikację VR na wybory amerykańskie. Jak pokazać smog zapytał mnie Łukasz Dulniak.

- Smog? Przecież powstał już milion wizualizacji.

- Tak, ale wszystkie są abstrakcyjne. Ludzie nie wiedzą czym są te cząstki PM, liczby im nic nie mówią. Smog jest w dużej mierze niewidoczny — tłumaczył Łukasz.  —  A nam chodzi o to, żeby pokazać go tak, żeby człowiekowi zryło beret.

Spodobało mi się tak sformułowane zadanie. Potraktowałem je jak wyzwanie. Przypomniał mi się fragment biografii Jobsa. Twórca Apple spotkał się na kolacji z menedżerem Microsoftu, który chwalił mu się, że koncern odkrył tablet i zamierza zmienić nim świat.

„I came home and said, “Fuck this, let’s show him what a tablet can really be.”

Kilka tygodni później, pewnego ranka podczas prasówki przeglądałem prace działów danych różnych redakcji. Dłużej zatrzymałem się na materiale „New York Times” o tym, czy Donald Trump naprawdę mógłby deportować miliony nielegalnych imigrantów.

Był prosty i elegancki. Pokazywał chmury ludzików, które lekko drżały. To mógłby być smog, gdyby zastąpić ludziki paprochami z powietrza. Trzeba było tylko wcisnąć te paprochy w jakieś czytelne ramy, więc zacząłem szkicować.

Zespół od razu się zapalił do tego zadania, ale szybko odkrył, że pokazanie wszystkich cząstek, które składają się na smog nie jest łatwym zadaniem. W czym mamy je pokazać? W metrze sześciennym? W centymetrze sześciennym? Ale co komu taki centymetr mówi? Robimy materiał dla ludzi, a nie dla myszy.

Wszystkie stacje kontrolne podają wagę zanieczyszczeń w powietrzu, a nie ich liczbę. Postanowiliśmy więc pokazać, ile mikrogramów cząstek lata w metrze sześciennym, ale okazało się, że nie da się sumować ich w prosty sposób, bo te zbiory się przenikają — np. w zbiorze cząstek PM 10 mieszczą się cząstki PM2,5.

Jednak pomysł pokazania jednego mikrogramu w metrze sześciennym, nawet biorąc pod uwagę jego drobną niedoskonałość, był pociągający. „Nie będziemy sumować cząstek i podawać takich liczb, ale te liczby mogą posłużyć jako sposób na pokazanie powietrza w różnych miastach. Przecież jakość powietrza w miastach obiektywnie się różni od siebie” — tłumaczyli Aleks Deryło i Danuta Pawłowska.

„Chodzi o to, żeby zryło beret”

Do porównania wybraliśmy pięć miast. Temat smogu jest bardzo popularny, inspektoraty ochrony środowiska udostępniają w sieci coraz więcej danych, więc byliśmy przekonani, że problemu nie będzie, trzeba tylko dobrze dobrać datę.  — Ej, porównajmy nasze powietrze do berlińskiego, londyńskiego czy paryskiego! — zaproponował Aleks Deryło, który przez kilka dni prześladował telefonicznie Andrzeja Gułę, prezesa Krakowskiego Alarmu Smogowego. Aktywista nie tylko tłumaczył nam, co lata w powietrzu i ile tego jest, ale próbował pomóc poradą dziennikarską.

- Jeśli chcecie, żeby zrobiło to na ludziach wrażenie, lepiej nie iść w liczbę cząstek. To tylko ludzi tylko uspokoi. Porównanie może przypominać łyżeczkę piasku w basenie, a przecież to nic nie mówi o szkodliwości tych cząstek  —  tłumaczył.

Nie zważając na te wątpliwości Magda Rolka na pełnych obrotach pracowała nad projektami graficznymi. Moje szkice słusznie porzuciła, by stworzyć coś naprawdę pięknego. A Marcin Gębala szukał sposobu pokazania smogu w ruchach Browna. Dostępne w bibliotekach wizualizacyjnych rozwiązania przypominały raczej flegmę niż to, na czym nam zależało. Dlatego Marcin zapisywał kolejne kartki obliczeniami i tworzył własną wizję chaosu.

Na froncie zbierania danych też nie było lekko. Dane o zanieczyszczeniach spływają z miast nierównomiernie i szybko połapaliśmy się, że jeśli chcemy pokazać większą liczbę cząstek, to pierwszym miesiącem z kompletnymi danymi byłby… listopad 2016 r. Tego nie przeskoczymy. Kolejnym rozczarowaniem było to, że europejskie stolice monitorują inne zanieczyszczenia, a więc stworzenie porównania z polskimi miastami 1:1 również nie wchodziło w grę. Dlatego nasz materiał zawiera jedynie pięć polskich miast.

Gdy Danuta Pawłowska i Marcin Gębala pokazali na wtorkowym kolegium 18. wersję materiału koledzy z innych działów nie kryli rozczarowania.

— Listopad? A nie możemy pokazać tego powietrza z dziś?  —  pytali.

Mamy nadzieję, że nadejdzie i taki moment. A na razie zobaczcie pierwszy taki w Polsce interaktywny materiał o smogu:

“Smog w wielkim mieście” jest efektem pracy zespołu BIQdata oraz dziennikarzy redakcji lokalnych “Wyborczej”

 

środa, 01 lutego 2017, vadim.makarenko

Polecane wpisy