Piszę
Tweetuję
Słucham

Blog > Komentarze do wpisu

W łóżku z DJ-em snów. O tym jak poddałem się incepcji i co z tego wyszło

Od jakiegoś czasu zacząłem się budzić w nocy i czuwać przez około godzinę. Przeczytałem kiedyś, że to całkiem OK, podobno nasi przodkowie budzili się dawno temu między godz. 2 a 3 na seks. Albo obchodzili swoje włości i sprawdzali czy im sąsiad jabłek z ogrodu nie kradnie. I podobno niektórym tak zostało. U mnie ujawniło się to akurat po czterdziestce, co jest dziwne i denerwujące, bo utrudnia wstawanie rano.

Postanowiłem coś z tym zrobić. Nie jestem z tej grupy wiekowej ani zawodowej, która wierzy, że wszystko da się rozwiązać aplikacją. Dlatego byłem sceptyczny, gdy przypomniałem sobie, że dwójka moich znajomych – Łukasz Młodyszewski i Michał Wolniak – prowadzi biznes usiłujący zarabiać na śnie i snach.

Nigdy nie rozumiałem fenomenu filmu „Incepcja”, ale najwyraźniej oni byli nim zachwyceni, skoro ich start-up (kiedyś moje ulubione nielubiane określenie, dziś jego miejsce zajęło „fake news”) zaczął od programowania snów. Pokrótce miało to działać tak: chcesz przeżyć w nocy horror — obejrzyj na dobranoc wideo, włącz apkę, połóż telefon obok poduszki i dostaniesz we śnie horror. O tym gatunku wspomniałem nie przypadkiem, bo — jak wyznał mi kiedyś Michał — horrory i fantasy najłatwiej dają się wywołać.

Wiem, jak to brzmi. Jak hochsztaplerstwo.

Ale oni zabrali się za to poważnie. Zamówili badania w warszawskim Instytucie Neurologii, podpięli ludzi do EEG, kilku innych maszyn i obserwowali, jak wygląda zwykły sen i jak się zachowuje mózg w czasie indukcji wybranych snów. To się nazywa polisomnografia.

Swoją firmę nazwali DreamJay. DJ gra piosenki na imprezie, a DreamJay gra nam w łóżku do snu. Sny postanowili wywoływać prostą metodą: dźwięki z filmików oglądanych przed snem telefon odtwarza w trakcie naszego snu, w ściśle określonych jego fazach. Przykład: jeśli na dobranoc obejrzeliśmy wideo z plażą, szumem morza i krzykami mew, to telefon odtwarza w nocy szum morza i krzyki mew. Zdarzało wam się, że muzyka przypomina wam o jakichś okolicznościach czy nastrojach? Aplikacja moich znajomych bazuje na tym samym mechanizmie.

Ale żeby taka indukcja była naprawdę skuteczna, trzeba przypominać nam o mewach i szumie morza w określonych fazach snu, które telefon wyłapuje, bo leży tuż obok na materacu i czuje każdy nasz ruch. Współczesne smartfony są wyposażone w żyroskopy i akcelerometry, a informatycy DreamJaya wwiercili się w ten sprzęt bardzo głęboko, żeby dostroić go do monitorowania śpiących. Dlatego — w zależności od modelu telefonu — w ciągu nocy aplikacja zżera 20–30 proc. baterii.

Ludzki sen to zagadka. Jedna z badanych osób — bez serwowania żadnych bodźców — usiadła na łóżku i zaczęła młócić poduszkę pięściami niczym bokserską gruszkę. W tym czasie krzywe EEG ani drgnęły — według maszyny ten człowiek spokojnie spał. Wpływanie na coś tak skomplikowanego nie jest łatwe i skuteczność polskich „inceptorów” była daleka od filmowej. Co więcej, była słaba jak na standardy biznesowe. — Wyobraź sobie, że płacisz za pralkę, która pierze co piąty raz — mówi Młodyszewski.

Wydawało się, że biznes się nie udał, kiedy cierpiąca na koszmary pracownica DreamJaya nagle zaczęła sypiać normalnie. Aplikacja wprawdzie nie dostarczała jej zamawianych snów, ale niwelowała te, które nie dawały normalnie spać. Ekipa jeszcze raz zabrała się za badania i okazało się, w tej dziedzinie skuteczność produktu jest dużo wyższa i przekracza 80 proc. To było już coś.

Gdy pojawiłem się w jednej ze starych kamienic przy ul. Noakowskiego w Warszawie, gdzie DreamJay ma swoją siedzibę chciałem przestać się budzić w środku nocy bez wyraźnego powodu. Aplikacji Nightly jeszcze nie ma w normalnej dystrybucji, musiałem więc pofatygować się tam specjalnie. Pamiętając o modelu sen-na-żądanie, marzyłem o jakimś porządnym erotycznym śnie. Łukasz Młodyszewski uprzedził, że szansa jest, ale niczego nie obiecuje.

 

FullSizeRender_1
Sen, którego nie miałem. Fot. DreamJay

 

Do wyboru miałem 10 snów, w tym „wodospad”, „deszcz”, „latanie” czy „dżungla”. Żona wyjechała na tydzień, byłem sam i mogłem oddać się rozpuście. Zacząłem od „intimacy”. I nic. Potem załadowałem sobie „sensual”. Nic. „Plaża”, „morze”, „gongi” i „deszcze” — też nic.

Ale przestałem się budzić w nocy. Po każdej pobudce wypełniałem krótki kwestionariusz z trzech pytań, „czy nie wybudziliśmy ciebie przez przypadek?”, „czy miałeś sen?”, „czy pamiętasz swój sen?” itp. Łukasz obserwował moje postępy zdalnie. Gdy pewnego dnia rano senny nacisnąłem przez pomyłkę niewłaściwy guzik w kwestionariuszu, dostałem od niego wiadomość: „Czyżbyśmy cię obudzili?”. Cóż, skoro już idziemy z Nightly do łóżka, to godzimy się na to, że DreamJay wie o naszym śnie wszystko. Poprosiłem o raporty i je dostałem.

Wynika z nich, że śpię dobrze.

 

Moja typowa noc. Dane: DreamJay

 

„Obraz jest odzwierciedleniem zdrowej architektury snu z fazami o właściwych proporcjach, z odpowiednią ilością głębokiego, płytkiego snu oraz REM. (…) Natężenie ruchów we śnie również jest na normalnym poziomie. (…) Przeciętna długość snu wynosi 436 minut (7 godzin 16 minut). National Sleep Foundation zaleca spanie przez 7–9 godzin dziennie dla osób w wieku 26–64 lat.”

Szybko zapadam w sen, potrzebuję na to tylko 7 minut, podczas gdy przeciętnie zajmuje to ludziom 10–20 minut. „To może wskazywać na fizyczne albo umysłowe zmęczenie” — przeczytałem w raporcie. Za to budzę się szybko i nie używam guzika „drzemka”, którym zawsze gardziłem. Na końcu bonus: „Twoje godziny snu są regularne, co jest kluczowe dla zdrowego funkcjonowania”. Brawo ja.

DreamJay przeprowadził niedawno kolejną rundę finansowania. Część środków pójdzie na złożenie wniosku do amerykańskiej FDA (Food and Drugs Administration). Jeśli aplikacja pomyślnie przejdzie wszystkie procedury i testy, to w USA zostanie uznana za lek. Nie jest lekko. Spółkom technologicznym działającym na obszarze zdrowia renomę zepsuł Theranos. Ta firma obiecała inwestorom superszybkie badania krwi na podstawie jednej kropli, ale ugrzęzła w kłamstwach i dziś rozdaje swoje akcje w zamian za brak pozwu.

Małżonka wróciła z urlopu i skończyło się drimdżejowanie. Musiałem przesunąć telefon bliżej siebie, a śpię niczym spadochroniarz rozrzucając nogi i ręce, strącam sprzęt na podłogę i monitoring snu się skończy, bo telefon nie wychwytuje moich ruchów. Na pewno nie jestem jedynym dla kogo umiejscowienie telefonu na łóżku może być problemem. Dla spokojnego snu przydałby się materac z kieszenią.

niedziela, 26 marca 2017, vadim.makarenko

Polecane wpisy